Kartka z pamiętnika

7 lipca

Dzisiejszy dzień zapowiadał się ekscytująco. Dostałam informację, że będą dwie lekcje Czarnej Magii i Smokologia. Wprost cudownie! Na zajęcia udałam się w podskokach. Nieco opadł mój dobry nastrój, kiedy weszłam do lochów. Lepiej czułam się na powierzchni, ale jako że mieliśmy tutaj lekcje Czarnej Magii, nie narzekałam. Weszłam do lochu i zajęłam miejsce. Już po chwili przyszła pani profesor. Dzisiejszy temat dotyczył aniołów i demonów. Z otwartymi oczami słuchałam jak pani Cruciusx opowiada o Trzech Triadach, wymieniając ich przedstawicieli. A potem przyszła pora na mroczniejszą część. Przyznaję, że nie udzielała się za bardzo, ale byłam zbyt zafascynowana tematem. Wiem, że to słaba wymówka, ale mnie wystarcza. 

 

Po skończonej lekcji wyszłam z zamku i ruszyłam w stronę Zakazanego Lasu, gdzie miała się odbyć lekcja Smokologii. Profesor Black już tam była, wraz z kilkoma innymi uczniami. Gdy nadszedł czas wyciągnęła swój charakterystyczny szmaragd i „ruszyliśmy” w teren. Znajdowaliśmy się w Rumunii, w największym rezerwacie smoków. Przyznam, że widok mnie zachwycił. Mnóstwo przepięknych okazów Rogogona i Norweskiego Kolczastego. Moją ulubioną rasą jest Czarny Hebrydzki, ale każda rasa ma swój urok. Kathleen opowiedziała nam o obu rasach. Dostaliśmy również zadanie przeniesienia jaj do legowiska ich matki. Naprawdę interesujące zajęcia. Na końcu ja i Suz miałyśmy wykonać jeszcze jedno. Zdobyć adres i sowę niejakiego Jacka. Przystojniak z niego był, to muszę przyznać. Suzanne od razu podeszła do niego, więc nie pchałam się. Zagadałam do innego Smokologa, a ten szybko podał mi potrzebne informacje. Sowa Jacka nazywała się bardzo podobnie do naszej profesor: Athleen. Przypadek? Nie sądzę. Na pewno facet musi czuć do naszej kochanej profesorki miętę. Jestem przekonana. 

 

Wróciliśmy i od razu udałam się na kolejną lekcję Czarnej Magii. Tym razem przyznam, że nie bardzo słuchałam. Było mi wstyd przed samą sobą, ale miałam za sobą długą noc i mój umysł się wyłączył. Zapewne później będę żałować, że nie uważałam na jednej z moich ulubionych lekcji. Tylko pod koniec zajęć wykazałam jakąkolwiek aktywność, kiedy padło pytanie o klucze henochiańskie. Po dzwonku zwlokłam się z krzesła, myśląc jedynie o ciepłym łóżku i śnie, który zabierze ode mnie wszelkie zmartwienia, chociażby na chwilę.  

 

Olivia Whistle, Instytut Magii Peverell, 2016 rok

 


20 października

Dzień minął nudno, jak to bywa w Świecie Mugolskim. Rozprawianie na temat zwierząt z Mugolami bywa dość specyficzne, jednak nadal lubię swoją pracę, właśnie ze względu na zwierzaki. Nawet poniektórzy Profesorowie z naszego Instytutu Magii Peverell mi przypominają moje stworki, które noszą ich imiona. Chociaż pozostali pracownicy dziwnie na mnie patrzą, gdy je wołam, albo sami Mugole się krzywią słysząc te „inne” dla nich imiona.

 

Wracając z pracy jak zwykle śpieszyłam się na lekcje w IMP. Zdążyłam mimo przeciwności losu. Oczywiście nie mogłam się doczekać dzisiejszej Smokologii, na której mieliśmy opisywać rasy Smoków. Pani Profesor nawet obiecała niespodziankę. Jednak gdy doszło już do lekcji, byłam lekko przerażona gdy dowiedziałam się, że nie tylko będziemy o nich rozmawiać. Tytuł lekcji brzmiał „Przytulanie bestii na porządku dziennym”. Niespodzianka polegała na przedstawieniu nam jednego z przedstawicieli Smoków. Pani Profesor Kathleen Black akurat wybrała najlepiej prezentując nam Walijskiego Smoka Zielonego. Wszyscy się stresowali, ale chyba ja najbardziej. Pamiętam jak się jąkałam ze strachu. Dowiedzieliśmy się najpierw teorii na ich temat. Czyli mówiliśmy o tym czym się żywią, jak wyglądają i jak się zachowują. Oczywiście zostaliśmy wcześniej przeszkoleni z środków bezpieczeństwa, jakie trzeba zachować. Ale sam fakt o tym, że zaraz poznamy Smoka, prawdziwego Smoka! Tworzył wokół nas aurę zachwytu zmieszanego z przerażeniem.

 

Nadszedł moment, w którym Pani Profesor, weszła do Smoczej Groty i kazała nam czekać. My jak to grzeczni i posłuszni uczniowie z niecierpliwością tuptaliśmy przed wejściem. Nagle w wejściu pojawiła się Profesor Kathleen, a u jej boku stał młody Smok Walijski Zielony. Majestatyczny Smok o zielonych gładkich łuskach, z błoniastymi skrzydłami i czteroma krocznymi kończynami. Wszyscy byli zachwyceni, że mogli stanąć twarzą w twarz z Smokiem! Jednak gdy Pani Profesor powiedziała, że obiecała nam lot to jakoś entuzjazm opadł ... Miała naszykowane nawet woreczki na wymiociny, gdyby ktoś miał słabszy żołądek – tudzież pomyślałam sama o sobie, bo jakoś nie lubię uczucia wznoszenia się. Ale tym razem było inaczej. Było MAGICZNIE! Naprawdę, można było poczuć to wszystko całym sobą.

 

To było nasze pierwsze spotkanie ze Smokiem. No i oczywiście pierwszy nasz lot. Każdy zajął miejsce. Chwyciliśmy się mocno uprzęży i polecieliśmy! To było coś NIESAMOWITEGO! Nigdy tego nie zapomnę! Zwłaszcza jak Smok zrobił beczkę! Myśleliśmy, że powypadamy z tego siodła, ale Pani Profesor nie pozwoliła by na to. Co prawda powtarzałam sobie ciągle „Nie patrz w dół! Nie patrz w dół!”. Ale to było silniejsze ode mnie. Przy takiej okazji nie da się nie skorzystać. Przelatywaliśmy blisko naszego Zamku, akurat skierowaliśmy się przy oknach naszego Dyrektora, Crispina Stewarta, którego mogliśmy przez moment obserwować. Gdy My byliśmy zajęci kiwaniem Dyrektorowi, Smok odbił na wschód i zniżył pułap lotu do poziomu tafli jeziora. Wypatrywaliśmy Ciamarnic, ale ciężko było dostrzec cokolwiek gdy tak szybko się poruszaliśmy. Wzbiliśmy się szybko w górę, pośród chmury, nawet nie zdążyliśmy zamknąć ust z zachwytu, które napełniły się wodą. Ach, to było coś pięknego! Wylądowaliśmy na polanie przed Smoczą Grotą. 

 

To był mój NAJLEPSZY DZIEŃ EVER! Naprawdę nie da się tego opisać w inny sposób!  Nie mogę się doczekać kolejnych lekcji Smokologii! A pozostałe lekcje minęły w miarę spokojnie. Więc nie ma co zbytnio opisywać. JEJ! Nie wiem czy będę w stanie zasnąć dzisiaj!

 

Moria Nerios, Instytut Magii Peverell, 2016 rok